II
Alicja
wróciła do domu całkowicie wyczerpana. W teatrze grali całkiem zabawną sztukę i
dziewczyny naprawdę świetnie się bawiły, ale przyjęcie organizowane zaraz po
przedstawieniu… Alicja nie potrafiła zliczyć, ilu osobom się przedstawiała albo
ilu osobom była przedstawiana. Jej towarzyszki szybko się rozeszły w
poszukiwaniu miłego mężczyzny na wieczór, zostawiając blondynkę samą. Caroline
próbowała zachęcić ją do rozmowy z paroma uczestnikami przyjęcia, ale z marnym
skutkiem. Fakt, że Alicja nie podejmowała z nikim konwersacji nie znaczył
jednak, że dziewczyna nie rozmawiała tego wieczoru. Przeprowadziła parę
przyjemnych rozmów z zaczepiającymi ją panami z bogatych domów i w sumie nie
było tak źle. Jej służąca pilnowała, żeby nikt nie proponował Alicji czegoś
nieprzyzwoitego, ale na szczęście nie musiała się niczym martwić – dziewczyna
sama skutecznie radziła sobie z nachalnością niektórych mężczyzn. Rozmówcy
jednak dość szybko zauważali, że młoda panienka nie jest zbyt przytomna, więc
po paru zdaniach zwykle się wycofywali. Alicja nie mogła nic na to poradzić;
jej myśli cały czas wędrowały w stronę tajemniczej nieznajomej. Nie miała
pojęcia, dlaczego brunetka ją tak zaintrygowała, ale odkąd ją zobaczyła nie
mogła pozbyć się jej obrazu z głowy. Prawdopodobnie zaciekawiła ją dlatego, że
była inna. Nie była bogatą panną z dobrego domu, która miała wszystko na
wyciągnięcie ręki. Nie woziła się karetami i nie chodziła w długich ozdobnych
sukniach. Niczym nie przypominała obecnych koleżanek Alicji i to było
fascynujące. Była z innego świata i na pewno nie była tak pusta i przepełniona
pychą jak Emily, Joanna czy którakolwiek z jej „przyjaciółek”. Blondynka
musiała dowiedzieć się o niej więcej.
W
praktyce nie było to jednak takie łatwe. Gdy Alicja pożegnała się już z resztą
swojej grupy i nareszcie została sama z Caroline, nie omieszkała wypytać się
swojej służącej o dzielnicę, w której spotkała sierotę.
- To bardzo niebezpieczna część Londynu, jak już zauważyła pani koleżanka – zaczęła Caroline poważnym tonem. – Mieszkają tam głównie robotnicy fabryk wraz z rodzinami. Roi się tam także od różnych bandytów, żebraków i prostytutek, sierot i wdów i całej masy ludzi z marginesu społeczeństwa. Okropne miejsce dla panienki, proszę mi zaufać. I błagam, żeby tam panienka nie szła. Wiem, że to dla panienki fascynujące miejsce, ale nie przeżyłabym, jeśli panience by się coś stało.
- Spokojnie, nie pójdę – zapewniła Alicja, jednak zamiary miała zupełnie inne. – Nie chcę, żebyś miała przeze mnie kłopoty.
- To miło, że się panienka tak o mnie troszczy, ale powinna panienka pamiętać, że warto czasem martwić się o siebie.
- Mnie nic nie będzie, zawsze jakoś mi się udaje – odparła z uśmiechem.
- To bardzo niebezpieczna część Londynu, jak już zauważyła pani koleżanka – zaczęła Caroline poważnym tonem. – Mieszkają tam głównie robotnicy fabryk wraz z rodzinami. Roi się tam także od różnych bandytów, żebraków i prostytutek, sierot i wdów i całej masy ludzi z marginesu społeczeństwa. Okropne miejsce dla panienki, proszę mi zaufać. I błagam, żeby tam panienka nie szła. Wiem, że to dla panienki fascynujące miejsce, ale nie przeżyłabym, jeśli panience by się coś stało.
- Spokojnie, nie pójdę – zapewniła Alicja, jednak zamiary miała zupełnie inne. – Nie chcę, żebyś miała przeze mnie kłopoty.
- To miło, że się panienka tak o mnie troszczy, ale powinna panienka pamiętać, że warto czasem martwić się o siebie.
- Mnie nic nie będzie, zawsze jakoś mi się udaje – odparła z uśmiechem.
Mimo
swoich zapewnień, Alicja zaczęła knuć jak dostać się do tej dzielnicy gdy tylko
wróciła do domu. Zamknęła się w pokoju i według swojego nawyku chodziła w kółko
po pokoju, mamrocząc do siebie pod nosem. Zwykle szła wszędzie z Caroline,
jeśli jednak wybierała się przed wieczorem i niezbyt daleko, rodzice pozwalali
jej iść samej. Mogłaby więc wyjść jutro do sklepu i nieco „zabłądzić”… Szybko
sprawdziłaby dom dziecka, znalazłaby brunetkę, a potem... cóż, jeśli udałoby
się jej dogadać z dziewczyną, to może umówiłyby się na kolejne spotkanie,
gdzieś bliżej centrum? Jeśli jednak coś poszłoby nie tak, to wróciłaby do domu
i już nigdy więcej nie próbowała chociażby zajrzeć w tamte strony. Tak, to był
dobry plan. Poczeka do jutra i wtedy przystąpi do działania. Powie rodzicom, że
wychodzi na zakupy…
Alicja
westchnęła ciężko, siadając na łóżku. Rodzice. Nie mogłaby ich okłamać. Tak jak
z Caroline nie miała problemu, tak kłamstwo wobec matki czy ojca było dla niej
zbrodnią. A co jeśli naprawdę coś się wydarzy i nie wróci? Dziewczyna nie mogłaby
żyć ze świadomością, że była powodem zmartwienia jej rodziców. Nie okłamie ich,
a prawdy też nie może im powiedzieć. Co oznacza, że raczej już nie wróci na
tamtą ulicę. Chyba, że uda jej się przekonać koleżanki, żeby znowu poszły do
teatru tą drogą, jednak szansa, że jej perswazja będzie skuteczna, była
niewielka. Po tym, co ostatnio zrobiła pewnie nawet one nie pozwolą jej zbliżyć
się do domu dziecka. Alicja chcąc czy nie musiała sobie odpuścić.
Chwyciła
swój pamiętnik, otwierając go na ostatnim wpisie. Zaraz obok pojawiły się
kolejne przemyślenia, pisane ciemnym atramentem.
Dzień trzydziesty ósmy.
Spędziłam
dzisiaj dużo czasu z moją grupą. Emily wzięła nas do teatru na sztukę. Było
całkiem zabawnie, przynajmniej ja bawiłam się świetnie. Ci aktorzy, prawie
jakby to wszystko działo się realnie, a nie było wcześniej przygotowane i
wyćwiczone. Poza tym, te dialogi! Uśmiałam się do łez przy niektórych
wypowiedziach. Przyjęcie po spektaklu już nie tak ciekawe, ale kilku mężczyzn
było naprawdę czarujących. Być może pokuszę się na kolejne spotkanie…?
Spotkałam
dzisiaj dziewczynę. Znaczy, spotkałam to zbyt duże słowo. Zobaczyłam
dziewczynę. Siedziała na schodach przed domem dziecka. Zastanawiam się,
dlaczego się tam znalazła? Była bardzo ładna, z ciemnymi włosami, bladą cerą i
tymi smutnymi, zielonymi oczami, które nie chciały zniknąć z mej pamięci niemal
przez cały wieczór. Jestem nią okropnie zaintrygowana, ale nie wiem, czy
powinnam próbować się z nią kontaktować. Nie znam jej, a w dodatku wszyscy mnie
ostrzegają przed dzielnicą, w której ją spotkałam, bo jest bardzo
niebezpieczna. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się jednak poznać tajemnicę tej
sieroty o przerażonych oczach.
Narzuciła
na siebie koszulę nocną, rozpuściła włosy, które od razu odciążyły jej głowę. O
wiele lepiej było jej także oddychać, gdy nic nie krępowało jej klatki
piersiowej. Ułożyła się wygodnie na łóżku, uprzednio gasząc lampę i przykryła
się dokładnie kołdrą. Była tak zmęczona, że zasnęła gdy tylko jej głowa
spoczęła na poduszce.
Ku
jej zdziwieniu, w śnie znów odwiedziła Krainę Czarów. Tym razem Biały Królik
nie uciekał przed nią; wyglądało to bardziej, jakby ją prowadził. Szła przez
długi, ciemny korytarz, pełny wystających ze ścian i sufitu kwiatów. Konary i
gałęzie pokrywały podłogę, o które blondynka co chwilę się potykała, a końca
korytarza nie było widać. Pytała się Królika kilka razy gdzie zmierzają, ale
ignorował ją. Wreszcie zatrzymał się i spojrzał na Alicję karcąco swoimi
czerwonymi oczami.
- Nie mam teraz czasu, Alicjo. Jesteśmy już bardzo spóźnieni.
Pokicał szybciej, przez co dziewczyna musiała biec, by go dogonić. Korytarz zaczął się zwężać i nareszcie można było dostrzec jego koniec. Były tam małe, białe drzwi, otwarte na oścież. Jednak dopiero gdy Alicja stanęła przed nimi, zobaczyła, co się znajduje po drugiej stronie. Był tam plac z szarej kostki i duży, brązowo-biały budynek, schowany za czarną bramą z żelaza. Dziewczyna przeszła przez drzwi, a potem otworzyła i przekroczyła próg bramy. Przed nią znalazły się schody, prowadzące do budynku, a na nich siedziała nieznajoma, którą Alicja spotkała tego dnia. Gdy tylko brunetka ją zobaczyła, podniosła się ze schodów i ruszyła w stronę drzwi. Alicja chciała ją zatrzymać, jednak nie było to konieczne, ponieważ sierota odwróciła się do niej i powiedziała:
- Idziesz?
- Nie mam teraz czasu, Alicjo. Jesteśmy już bardzo spóźnieni.
Pokicał szybciej, przez co dziewczyna musiała biec, by go dogonić. Korytarz zaczął się zwężać i nareszcie można było dostrzec jego koniec. Były tam małe, białe drzwi, otwarte na oścież. Jednak dopiero gdy Alicja stanęła przed nimi, zobaczyła, co się znajduje po drugiej stronie. Był tam plac z szarej kostki i duży, brązowo-biały budynek, schowany za czarną bramą z żelaza. Dziewczyna przeszła przez drzwi, a potem otworzyła i przekroczyła próg bramy. Przed nią znalazły się schody, prowadzące do budynku, a na nich siedziała nieznajoma, którą Alicja spotkała tego dnia. Gdy tylko brunetka ją zobaczyła, podniosła się ze schodów i ruszyła w stronę drzwi. Alicja chciała ją zatrzymać, jednak nie było to konieczne, ponieważ sierota odwróciła się do niej i powiedziała:
- Idziesz?
***
Alicja
obudziła się koło dziewiątej, nieco rozespana. Najchętniej jeszcze trochę by
pośniła, szczególnie, że sen był tak przyjemny. Była o krok od wejścia do domu
dziecka i od poznania tajemniczej dziewczyny, ale oczywiście musiała się
wybudzić. Cały sen był dla niej jakiś dziwny. Zaczynając od tego, że Biały
Królik nie śnił jej się od dobrego miesiąca, więc myślała, że to już koniec jej
nagłych powrotów do dzieciństwa. Tymczasem, wyglądało na to, że Kraina Czarów
znowu do niej wracała, mimo tego, że nie była już dzieckiem. Być może to przez
tą dziewczynę?
Alicja
wstała i zawołała Caroline. Służąca pościeliła jej łóżko, a potem pomogła jej
nałożyć puder i róż oraz upiąć włosy. Zawiązała jej także sukienkę – blondynka
specjalnie wybrała błękitną z krótkimi rękawami, swoją ulubioną. Pierwszą taką
dostała, gdy miała osiem lat, a gdy tylko z niej wyrosła, poprosiła mamę, żeby
uszyła jej kolejną, z takim samym fasonem. I tak minęło dziesięć lat noszenia
takiej samej, niebieskiej sukienki z falbankami i bufiastymi rękawkami, która
wraz z dorastającą użytkowniczką dorobiła się jeszcze wiązania z tyłu i
specjalnego zwężenia w pasie. Była mniej kobieca niż reszta jej sukni, ale
przez to właśnie otrzymała status jej ulubionej. Czuła się w niej jak dziecko,
wolna i swobodna, nieograniczona przez nic. Zawsze zakładała do niej
śnieżnobiały falbaniasty fartuszek, wiązany w kokardę z tyłu, a także czarno-białe
pończochy w pasy wraz z czarnymi półbutami, zapinanymi w kostce na klamrę. Mama
powtarzała jej, że będzie w niej wyglądać na zbyt młodą i że to niezbyt dobry
pomysł, by nosić ją po Londynie, ale Alicja za nic nie chciała odpuścić w tej
kwestii. To była jej ulubiona sukienka, jedyna, w której czuła się sobą i mimo
wielu ostrzeżeń, próśb i gróźb nie chciała zrezygnować z jej zakładania.
Szczególnie, że dzisiejszy dzień był dla Alicji wyjątkowy – rodzice obiecali
jej, że wyjdą dzisiaj zobaczyć przedstawienie w cyrku. Dziewczyna nigdy nie
była w żadnym, ale słyszała o nich niemało. Chciała na własne oczy zobaczyć
akrobatów, dzikie zwierzęta i tańce. Jej starsza siostra dokładnie streściła
jej wygląd takiego przedstawienia, bo była na jednym wraz z narzeczonym.
Muzyka, tańce i sztuki, których nawet Alicja nie potrafiła sobie wyobrazić. Jej
rodzice nie zdziwili się więc, gdy dziewczyna zjawiła się w jadalni o
dziewiątej, ubrana i umalowana, gotowa do przeżycia kolejnego dnia. Normalnie
wstałaby godzinę później, przy okazji ociągając się niemiłosiernie z
doprowadzaniem się do porządku. Teraz jednak miała zbyt dużo energii, by
usiedzieć w miejscu.
Śniadanie
zniknęło z jej talerza w kilka minut i zanim ktokolwiek zdążył ją zatrzymać,
dziewczyna, porywając po drodze parasolkę na słońce i służącą, wybiegła z domu.
Był wyjątkowo ładny dzień jak na Londyn, bez chmur i deszczu, za to z pięknym
błękitnym niebem rozjaśnianym jasnymi promieniami słońca. Alicja przystanęła na
chodniku i aż musiała zakryć oczy dłonią, by słońce jej nie oślepiło. Po chwili
jednak opuściła rękę i przymykając powieki, wystawiła twarz do ciepła.
Mimowolnie się uśmiechnęła. Taki piękny dzień nie może być zwiastunem niczego
złego. Mogłaby tak stać cały dzień, wygrzewając się, ale Caroline przerwała ten
moment, delikatnie szarpiąc ją za rękaw.
- Panienko, gdzie idziemy?
No tak, Alicja zgarnęła służącą trochę z rozbiegu, niewiele myśląc. W sumie, sama nie wiedziała, gdzie chciała się udać; po prostu czuła, że musi wyjść z domu, bo nie wytrzyma całego dnia wśród czterech ścian jej pokoju. Teraz jednak stała na chodniku, rozglądając się niepewnie.
- Chcę, żebyś mi pokazała część Londynu, w której jeszcze nie byłam – powiedziała wreszcie, uśmiechając się szeroko. To świetna okazja, żeby zobaczyć kawałek tego miasta. Na pewno były tu jeszcze jakieś ulice, o których dziewczyna nie miała pojęcia, a skoro nie miała dziś zbyt wiele do roboty…
- Chce się panience tyle spacerować? Obeszłyśmy już całą okolicę, nic nie ma tu w pobliżu – zdziwiła się Caroline, słysząc prośbę.
- Właśnie o to chodzi, nie ma tu nic w pobliżu! Jeśli w warsztacie mamy nie trzeba mojej pomocy, to zwykle muszę się nudzić pół dnia, sama albo z koleżankami. Skoro do cyrku idziemy dopiero wieczorem, to może warto byłoby się przejść? Proszę – Alicja zrobiła swoją perfekcyjnie wyćwiczoną błagalną minę, spoglądając na służącą. Według jej oczekiwań, Caroline westchnęła ciężko, po czym z uśmiechem zgodziła się na spacer. Uradowana dziewczyna rozłożyła parasol i podążyła za służką, która skręciła w lewo, idąc wzdłuż głównej ulicy.
- Panienko, gdzie idziemy?
No tak, Alicja zgarnęła służącą trochę z rozbiegu, niewiele myśląc. W sumie, sama nie wiedziała, gdzie chciała się udać; po prostu czuła, że musi wyjść z domu, bo nie wytrzyma całego dnia wśród czterech ścian jej pokoju. Teraz jednak stała na chodniku, rozglądając się niepewnie.
- Chcę, żebyś mi pokazała część Londynu, w której jeszcze nie byłam – powiedziała wreszcie, uśmiechając się szeroko. To świetna okazja, żeby zobaczyć kawałek tego miasta. Na pewno były tu jeszcze jakieś ulice, o których dziewczyna nie miała pojęcia, a skoro nie miała dziś zbyt wiele do roboty…
- Chce się panience tyle spacerować? Obeszłyśmy już całą okolicę, nic nie ma tu w pobliżu – zdziwiła się Caroline, słysząc prośbę.
- Właśnie o to chodzi, nie ma tu nic w pobliżu! Jeśli w warsztacie mamy nie trzeba mojej pomocy, to zwykle muszę się nudzić pół dnia, sama albo z koleżankami. Skoro do cyrku idziemy dopiero wieczorem, to może warto byłoby się przejść? Proszę – Alicja zrobiła swoją perfekcyjnie wyćwiczoną błagalną minę, spoglądając na służącą. Według jej oczekiwań, Caroline westchnęła ciężko, po czym z uśmiechem zgodziła się na spacer. Uradowana dziewczyna rozłożyła parasol i podążyła za służką, która skręciła w lewo, idąc wzdłuż głównej ulicy.
Przez
pewien czas droga wyglądała jeszcze znajomo, ale wystarczyło pół godziny
włóczenia się wśród ulic, by zabłądzić i jednocześnie rozpocząć odkrywanie
nowego terenu. Od razu było widać, że to kolejne centrum towarzyskie Londynu –
kobiety dotarły do dużego placu, na którym występował właśnie wędrowny
teatrzyk. Ludzie byli wszędzie, przechadzając się w różnych kierunkach. Kilka
rodzin, które przybyły na przedstawienie, grupki pań, przechadzających się po
sklepach czy panów, idących właśnie do pracy. Caroline z uśmiechem obserwowała,
jak zachwycona Alicja biega z miejsca na miejsce, oglądając wystawy sklepowe i
budynki. Po wspólnie spędzonym miesiącu zdążyła już przyzwyczaić się do żywej,
krnąbrnej, ale także niezwykle dobrej i miłej dziewczyny. Na początku było dość
niezręcznie, szczególnie, że Alicja najchętniej odciążyłaby służkę kompletnie i
sama wykonywała wszystkie prace. W końcu jednak udało jej się pogodzić z
faktem, że praca sługi polega na służeniu i że nie powinna Caroline tej pracy
odbierać. Wciąż jednak korciło ją, żeby pomagać starszej kobiecie w drobnych
pracach, bo przecież sama może zrobić niektóre rzeczy, po co ją więc wyręczać? Caroline
zawsze oburzała się wtedy, że czterdzieści pięć lat na karku to nie jest
jeszcze starość i że perfekcyjnie da sobie radę, jednak z czasem zarówno młoda
panienka, jak i służka nauczyły się, jak nie wchodzić sobie w drogę i kiedy
odpuścić, a kiedy nie. Przy okazji całkiem się zaprzyjaźniły, chociażby na
tyle, żeby móc porozmawiać na normalne tematy. Mimo wysiłków blondynki Caroline
nie chciała zrezygnować ze zwracania się do niej „panienko”, jednak przekonała
się już, że nie musi być taka formalna
względem swojej pani. Dlatego już bez oporów opowiadała jej różne historie, gdy
tylko Alicja sobie tego zażyczyła. I w sumie całkiem polubiła tą szaloną
dziewczynę, która zupełnie nie chciała być dobrą panną z miasta.
Gdy
tylko Alicja zwiedziła ulicę wraz ze wszystkimi jej atrakcjami, postanowiła, że
spróbuje ulokować się gdzieś blisko sceny i podpatrzeć uliczny teatr. Służąca
nie zabroniła jej tego, tylko z uśmiechem podążyła za dziewczyną, która w ciągu
minuty stała już w tłumie. Przedstawienie nie było bardzo ambitne; ot, zwykła
zabawa dla dzieci, gdzie aktorzy wychodzili w tłum, włączając do sztuki
przypadkowe osoby i zwracali się bezpośrednio do uradowanych tym dzieci. Jednak
historia chłopca, który wyruszył w podróż by odnaleźć skarb była na tyle
zabawna i ciekawa, że Alicja od razu się wciągnęła. Żałowała trochę, że nie
włączyła się do przedstawienia, gdy się zaczynało, bo nie rozumiała teraz paru
wątków, ale starała się tym nie przejmować. Było śmiesznie, było wzruszająco,
było fajnie. Aż do momentu, gdy uwaga dziewczyny została odwrócona przez
pojawienie się postaci, która krążyła jej po głowie od wczoraj.
Przypadek
był zbyt wielki, by być przypadkiem – ciemnowłosa dziewczyna, sierota spotkana
przez Alicję dzień wcześniej, przeszła właśnie koło sceny, kierując się
brukowaną uliczką na zachód. Całkiem sama, w tych samych ubraniach co dzień
wcześniej, bez problemu wtapiała się w tłum, pospolita i szara, jednak
blondynka nie miała najmniejszego problemu, by dostrzec ją wśród innych ludzi.
Twarz brunetki nawiedzała jej sny i ścigała ją na jawie; Alicja nie mogła
zaprzepaścić szansy, by nareszcie z nią porozmawiać. Przecisnęła się więc przez
grupkę dzieci i ku zaskoczeniu Caroline pognała w ślad za nieznajomą.
- Za chwilę wrócę, obiecuję! – krzyknęła tylko do służącej, zamykając w pośpiechu parasolkę i z szelestem swojej błękitnej sukienki biegnąc na ulicę.
- Za chwilę wrócę, obiecuję! – krzyknęła tylko do służącej, zamykając w pośpiechu parasolkę i z szelestem swojej błękitnej sukienki biegnąc na ulicę.
Wyminęła
dorożki i przechodniów z gracją, odnosząc sukces i nie wpadając na nikogo ani
na nic. Niestety, brunetka zniknęła jej z oczu, chociaż Alicja była pewna, że
skręciła właśnie w tę uliczkę. Nie zatrzymała się więc, uparcie szukając nad
ramionami ludzi ciemnych włosów czy pasiastej koszulki dziewczyny albo chociaż
jakiegokolwiek znaku, że obrała właściwy kierunek. Zaczynała się męczyć i powoli
traciła oddech, ale szła dalej, zwalniając jednak znacznie i idąc teraz szybkim
krokiem.
W
pewnym momencie wydało jej się, że ktoś wołał jej imię. Za pierwszym razem to
zignorowała, zbyt skupiona na swoim celu, ale za drugim razem się zatrzymała,
szukając źródła dźwięku. Teraz już nie miała wątpliwości - ktoś krzyczał jej
imię nie tak daleko stąd. Po chwili wołający wyłonił się z tłumu: był to
niezbyt wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w średnim wieku, ubrany w zwykłe,
luźne ubrania z narzuconym na nie przybrudzonym fartuchem. W jednej ręce
trzymał jakieś zawiniątko, drugą machał w powietrzu, starając się zwrócić na
siebie uwagę. Alicja nie znała go, odwróciła się więc z zamiarem odejścia. Tu
może być mnóstwo Alicji, to wcale nie było jakimś mało popularnym imieniem dla
dziewczyny. Przeszła zaledwie kilka kroków, a nawoływania stały się jeszcze
głośniejsze. To na pewno nie było do niej, pierwszy raz widziała tego mężczyznę
na oczy, poza tym, nikt obcy nie mógłby się tak z nią spoufalić, by wołać ją po
imieniu. Blondynka zacisnęła pięści, zdezorientowana i zła z powodu tego, że
przez hałaśliwego nieznajomego kompletnie straciła jakiekolwiek szanse na
odnalezienie tajemniczej brunetki, za którą przed chwilą biegła jak szalona.
Teraz nie było opcji, żeby ją odnaleźć…
- Panienko Liddell! – tym razem nie było mowy o pomyłce. Mężczyzna wyraźnie wykrzyczał jej nazwisko. Alicja drgnęła, odwracając się w jego stronę. Machał w tym kierunku, więc być może rzeczywiście starał się zwrócić jej uwagę? Może był to jakiś znajomy jej rodziców i miał im coś do przekazania albo był to jeden z klientów zakładu mamy i chciał o coś zapytać? Alicja niepewnie ruszyła w stronę nieznajomego, czując jak serce bije jej mocno w piersi. Dopiero teraz żałowała, że nie wzięła ze sobą Caroline, która znała się lepiej na mieście oraz jego mieszkańcach i mogłaby załatwić za nią tą sprawę. Gdzieś w głębi serca miała nadzieję, że zaszła jakaś pomyłka, ale wiedziała, że to niemożliwe; została zawołana swoim pełnym imieniem. Gdy już prawie dotarła na odległość odpowiednią do rozmowy, ktoś nagle ją potrącił, przebiegając obok. Zanim Alicja zdążyła się zorientować, co się właśnie stało, zauważyła, że przy mężczyźnie stała teraz… ciemnowłosa nieznajoma, której tak poszukiwała. Rozmawiali swobodnie, gestykulując i uśmiechając się.
- Przepraszam, że ci zawracam głowę, Alicjo – zwrócił się do brunetki. – Doktor Bumby prosił, bym przygotował mu zestaw leków, ale nie miałem mu jak ich dostarczyć. Skoro jednak cię zauważyłem na ulicy, pomyślałem, że może mogłabyś zanieść je doktorowi? Zaoszczędziło by mi to kłopotu, żeby do was przyjść.
- Nie ma problemu – nieznajoma miała niezbyt wysoki, ale przyjemny głos. Uśmiechnęła się lekko do mężczyzny, jednocześnie odbierając od niego zawiniątko. – Właśnie wracałam, przy okazji mu je dam. Nie masz może tam czegoś… dla mnie?
- Wiesz, jak bardzo chciałbym ci pomóc. Niestety, nie dostałem zamówienia na żadne leki dla ciebie, Alicjo. Jeśli ich potrzebujesz, porozmawiaj z Doktorem Bumby’m, na pewno coś ci załatwi. Muszę wracać do pracy. Trzymaj się, dziecko.
- Dziękuję – odparła sierota smutno. – Miłego dnia. Do widzenia.
- Panienko Liddell! – tym razem nie było mowy o pomyłce. Mężczyzna wyraźnie wykrzyczał jej nazwisko. Alicja drgnęła, odwracając się w jego stronę. Machał w tym kierunku, więc być może rzeczywiście starał się zwrócić jej uwagę? Może był to jakiś znajomy jej rodziców i miał im coś do przekazania albo był to jeden z klientów zakładu mamy i chciał o coś zapytać? Alicja niepewnie ruszyła w stronę nieznajomego, czując jak serce bije jej mocno w piersi. Dopiero teraz żałowała, że nie wzięła ze sobą Caroline, która znała się lepiej na mieście oraz jego mieszkańcach i mogłaby załatwić za nią tą sprawę. Gdzieś w głębi serca miała nadzieję, że zaszła jakaś pomyłka, ale wiedziała, że to niemożliwe; została zawołana swoim pełnym imieniem. Gdy już prawie dotarła na odległość odpowiednią do rozmowy, ktoś nagle ją potrącił, przebiegając obok. Zanim Alicja zdążyła się zorientować, co się właśnie stało, zauważyła, że przy mężczyźnie stała teraz… ciemnowłosa nieznajoma, której tak poszukiwała. Rozmawiali swobodnie, gestykulując i uśmiechając się.
- Przepraszam, że ci zawracam głowę, Alicjo – zwrócił się do brunetki. – Doktor Bumby prosił, bym przygotował mu zestaw leków, ale nie miałem mu jak ich dostarczyć. Skoro jednak cię zauważyłem na ulicy, pomyślałem, że może mogłabyś zanieść je doktorowi? Zaoszczędziło by mi to kłopotu, żeby do was przyjść.
- Nie ma problemu – nieznajoma miała niezbyt wysoki, ale przyjemny głos. Uśmiechnęła się lekko do mężczyzny, jednocześnie odbierając od niego zawiniątko. – Właśnie wracałam, przy okazji mu je dam. Nie masz może tam czegoś… dla mnie?
- Wiesz, jak bardzo chciałbym ci pomóc. Niestety, nie dostałem zamówienia na żadne leki dla ciebie, Alicjo. Jeśli ich potrzebujesz, porozmawiaj z Doktorem Bumby’m, na pewno coś ci załatwi. Muszę wracać do pracy. Trzymaj się, dziecko.
- Dziękuję – odparła sierota smutno. – Miłego dnia. Do widzenia.
Mężczyzna
odwrócił się i powędrował w stronę jednego ze sklepów, a ciemnowłosa dziewczyna
stała w miejscu, przeglądając szklane fiolki wypełnione lekami. Nie podnosząc
wzroku ruszyła przed siebie, a Alicja nie zdążyła się zorientować, co się
dzieje, w konsekwencji czego brunetka wpadła na nią, niemalże upuszczając
pakunek.
- Przepraszam! – wykrzyknęła Alicja, łapiąc ją za ramiona, by się nie przewróciła.
- Nie, to ja przepraszam. Powinnam być bardziej uważna… - dziewczyna podniosła wzrok i wyraz jej twarzy momentalnie się zmienił ze zmieszania na czyste zaskoczenie. – To… ty jesteś tą panną, co wczoraj…
- Tak, to ja – blondynka poczuła niemiły ucisk w żołądku, rozmawiając z nią. Bardzo chciała, żeby ta rozmowa się odbyła, ale nigdy nie przygotowała sobie planu tego, jak powinna się zachować, gdy już do tego dojdzie. – Spokojnie, nic ci nie zrobię. Ja… chciałam się ciebie spytać…
- Wybacz, nie wiem, czy mam na to czas – spróbowała się wykręcić brunetka, ale Alicja zatrzymała ją w miejscu.
- Jak masz na imię?
Nieznajoma spojrzała na nią uważnie, wyraźnie zastanawiając się nad odpowiedzią. To rzeczywiście nie było dobre pytanie do zadania osobie, która dokładnie przed chwilą na ciebie wpadła. Dziewczyna zagryzła niepewnie wargę, po czym powiedziała cicho:
- Mam na imię Alicja… Liddell.
Oczy blondynki rozszerzyły się w niemym szoku. Jak to było możliwe, że spotkała swoją imienniczkę? To samo imię, to samo nazwisko, a jednak wydawały się zupełnie różne. Różny kolor włosów, oczu, inny status społeczny, inna historia…
- Ja też… - powiedziała w końcu, tak samo cicho. Przez chwilę patrzyły się na siebie zszokowane, próbując rozwiązać zagadkę, jak dwie nieznające się osoby mogły przypadkowo spotkać się na ulicy i odkryć, że dzielą tą samą godność: Alicja Liddell.
- Przepraszam, ja naprawdę muszę… - brunetka wyswobodziła się z chwytu i wyminęła blondynkę, biegnąc wzdłuż ulicy.
- Czekaj! – Alicja krzyknęła jeszcze za swą imienniczką, próbując ją zatrzymać, ale niestety nie udało jej się; dziewczyna szybko zniknęła wśród tłumu londyńczyków. Blondynka uśmiechnęła się więc tylko pod nosem, opierając się o najbliższą ścianę i spojrzała na błękitne niebo. Miała rację, ten przypadek był zbyt wielki, by być przypadkiem. To było przeznaczenie.
- Przepraszam! – wykrzyknęła Alicja, łapiąc ją za ramiona, by się nie przewróciła.
- Nie, to ja przepraszam. Powinnam być bardziej uważna… - dziewczyna podniosła wzrok i wyraz jej twarzy momentalnie się zmienił ze zmieszania na czyste zaskoczenie. – To… ty jesteś tą panną, co wczoraj…
- Tak, to ja – blondynka poczuła niemiły ucisk w żołądku, rozmawiając z nią. Bardzo chciała, żeby ta rozmowa się odbyła, ale nigdy nie przygotowała sobie planu tego, jak powinna się zachować, gdy już do tego dojdzie. – Spokojnie, nic ci nie zrobię. Ja… chciałam się ciebie spytać…
- Wybacz, nie wiem, czy mam na to czas – spróbowała się wykręcić brunetka, ale Alicja zatrzymała ją w miejscu.
- Jak masz na imię?
Nieznajoma spojrzała na nią uważnie, wyraźnie zastanawiając się nad odpowiedzią. To rzeczywiście nie było dobre pytanie do zadania osobie, która dokładnie przed chwilą na ciebie wpadła. Dziewczyna zagryzła niepewnie wargę, po czym powiedziała cicho:
- Mam na imię Alicja… Liddell.
Oczy blondynki rozszerzyły się w niemym szoku. Jak to było możliwe, że spotkała swoją imienniczkę? To samo imię, to samo nazwisko, a jednak wydawały się zupełnie różne. Różny kolor włosów, oczu, inny status społeczny, inna historia…
- Ja też… - powiedziała w końcu, tak samo cicho. Przez chwilę patrzyły się na siebie zszokowane, próbując rozwiązać zagadkę, jak dwie nieznające się osoby mogły przypadkowo spotkać się na ulicy i odkryć, że dzielą tą samą godność: Alicja Liddell.
- Przepraszam, ja naprawdę muszę… - brunetka wyswobodziła się z chwytu i wyminęła blondynkę, biegnąc wzdłuż ulicy.
- Czekaj! – Alicja krzyknęła jeszcze za swą imienniczką, próbując ją zatrzymać, ale niestety nie udało jej się; dziewczyna szybko zniknęła wśród tłumu londyńczyków. Blondynka uśmiechnęła się więc tylko pod nosem, opierając się o najbliższą ścianę i spojrzała na błękitne niebo. Miała rację, ten przypadek był zbyt wielki, by być przypadkiem. To było przeznaczenie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No nareszcie jest! Po 5 miesiącach od ostatniego!
Nie oszukujmy się, skończyłam to dzisiaj przez brak pomysłu na mojego Pewdiecry'a (projekt główny), a bardzo chciałam pisać, więc... wyszło z korzyścią dla tego ficka, bo to wciąż jeden rozdział bliżej końca xD
Nie mam za wiele do powiedzenia poza tym, że póki co jestem dość zadowolona z mojego tworu i cieszę się, że zaryzykowałam rozpoczęcie tego projektu. Donut worry, jeszcze go znienawidzę, dajcie mi czas xD
Ważna notka jest taka, że od tej pory ciemnowłosa Alicja, postać z gry, przedstawiana będzie jako Alice Liddell. Zadecydowałam, że to dobra forma rozróżnienia postaci, także tak to będzie. W tym rozdziale jest jeszcze Alicja, ale to ze względu na sens sytuacji; od następnego rozdziału przerzucam się na Alice :)
No i to w sumie tyle, następny rozdział pewnie za kolejne pół roku xD
Do napisania,
~Maru <3
No nareszcie jest! Po 5 miesiącach od ostatniego!
Nie oszukujmy się, skończyłam to dzisiaj przez brak pomysłu na mojego Pewdiecry'a (projekt główny), a bardzo chciałam pisać, więc... wyszło z korzyścią dla tego ficka, bo to wciąż jeden rozdział bliżej końca xD
Nie mam za wiele do powiedzenia poza tym, że póki co jestem dość zadowolona z mojego tworu i cieszę się, że zaryzykowałam rozpoczęcie tego projektu. Donut worry, jeszcze go znienawidzę, dajcie mi czas xD
Ważna notka jest taka, że od tej pory ciemnowłosa Alicja, postać z gry, przedstawiana będzie jako Alice Liddell. Zadecydowałam, że to dobra forma rozróżnienia postaci, także tak to będzie. W tym rozdziale jest jeszcze Alicja, ale to ze względu na sens sytuacji; od następnego rozdziału przerzucam się na Alice :)
No i to w sumie tyle, następny rozdział pewnie za kolejne pół roku xD
Do napisania,
~Maru <3